
Kowno na pewno nie jest najpiękniejszym miastem jakie widziałam i moje pierwsze wrażenie nie było szczególnie pozytywne. Jednak w miarę pobytu w mieście moja sympatia do niego rosła i w rezultacie wyjeżdżałam bardzo usatysfakcjonowana i wręcz zaskoczona. Jak się okazuje, Kowno ma niezwykłą przeszłość i miasto odkryło przede mną wiele niesamowicie ciekawych historii.
Prawie wszystkie zabytki jakie odwiedziliśmy okazały się naprawdę mega i właściwie muszę polecić wszystko, co widzieliśmy.
Muzeum w ratuszu to sztosik, naprawdę jedno z najciekawszych i najlepiej przemyślanych muzeów, w jakich kiedykolwiek byłam. Pažaislis Monastery oferuje podróż w przeszłość i niesamowity klimat. Forty, których w Kownie jest kilka, to dawka historii i przegląd sprzętu wojskowego. Nawet takie niepozorne muzeum w pałacu prezydenckim ma świetną wystawę i wyszliśmy z niego zachwyceni. Kowno to naprawdę rewelacyjne miasto do zwiedzania, zwłaszcza jeśli ktoś lubi historię.
Oprócz tego, koniecznie trzeba przejechać się jedną z kolejek i wpaść do kilku kościołów.
O dziwo najmniej spodobało nam się na zamku. Z zewnątrz prezentuje się bardzo fajnie, podobnie do zamku w Trokach, ale w środku nie ma prawie nic. Może z czasem wystawa zostanie rozbudowana, ale jak na razie jest bardzo słabo.
Nasz pobyt w Kownie.
Jak już wspominałam, w Kownie mieliśmy 3 noclegi. Przyjechaliśmy w czwartek, 3 kwietnia, po południu. Wyjeżdżaliśmy w niedzielę, też po południu, co dało nam 2.5 dnia zwiedzania. Myślę, że to sporo czasu, ale nam i tak zabrakło.
Zatrzymaliśmy się w hotelu ibis Styles, w pobliżu dworca. Cały hotel, w tym nasz pokój był urządzony w tematyce koszykówki, co wydało nam się dziwne. Później okazało się, że chyba całe miasto żyje tym sportem, gdyż odniesień do koszykówki widzieliśmy zadziwiająco wiele.
Nie mogę jakoś szczególnie narzekać na ten hotel, ale był to jednak ogromny downgrade po Novotelu w Wilnie. Na szczęście śniadania były całkiem niezłe (zwłaszcza śledzik), aczkolwiek można było zapomnieć o świeżych sokach i witaminowych szotach.
Przez cały nasz pobyt na Litwie mieliśmy bardzo ładną i przyjemną pogodę, aż do … soboty, kiedy to drastycznie spadła temperatura i spadł też … mini grad.
W niedzielę, gdy zwiedzaliśmy fort, było już tak zimno, że ledwie dało się wytrzymać na zewnątrz.
Zwiedzanie Kowna.
Pierwszego dnia, po przyjeździe do miasta, było już dość późno, a zresztą nie mieliśmy ochoty na zwiedzanie, więc po prostu przeszliśmy się do centrum i zjedliśmy pyszny obiadek.
Resztę naszego czasu w Kownie przeznaczyliśmy na bardziej turystyczne atrakcje.
Kaunas Castle.
Kaunas Castle został wybudowany w połowie XIV w. i wkrótce zniszczony przez krzyżowców. Na samym początku XV w. na ruinach zamku postawiono drewniane i gliniane ściany, ale krzyżowcy ponownie je zniszczyli.
W XVII w. zamek zmyła rzeka, a później napadli Ruscy. Jak widać, budowla nie miała szczęścia i w końcu została porzucona na prawie trzy wieki.
W XX w. zaczęły się prace archeologiczne, a później również rekonstrukcyjne. W 2011 r. zamek stał się częścią Kaunas City Museum.
Jak wspomniałam powyżej, na razie nie ma tam zbyt dużo do zwiedzania, a tablic informacyjnych jest dosłownie kilka. Dlatego wizyta w tym miejscu nie była zbyt porywająca, nawet biorąc pod uwagę, że w zamku podobno mieszka bestia i jak się zbliży ucho do pewnej dziury, to można usłyszeć jej chrapanie.





St. George the Martyr Church.
Tuż obok zamku znajduje się całkiem ładny kościół, St. George the Martyr Church. Pochodzi z XVI w. i zbudowano go w gotyckim stylu.
Swego czasu był to największy kościół w Kownie. W 1731 r. założono tam również szkołę.

Kaunas Town Hall and Kaunas City Museum.
W ratuszu znajduje się Kaunas City Museum, w którym spędziliśmy dłuższą chwilę, gdyż wystawy jakie tam zobaczyliśmy, mocno przyciągnęły naszą uwagę.
Co do samego ratusza, to uważa się, że najpierw istniała drewniana konstrukcja, ale wraz z rozrostem miasta, stała się niewystarczająca i w 1542 r. rozpoczęto budowę nowej.
Jak czytamy na tablicy informacyjnej, nie poświęcono jej ani czasu ani wysiłku i nawet miejskie grzywny zbierano w cegłach, żeby jakoś wspomóc budowę (niesamowicie ciekawy fakt, przynajmniej moim zdaniem).
Początkowy design korespondował z pobliskim kościołem. Kościół maił wskazywać ludziom drogę do boga, a ratusz miał pomagać z brzemionami życia na ziemi.
W ratuszu spotykała się rada miasta i przyjmowano najważniejszych gości. Tam zbierano podatki i odpowiadano na obywatelskie skargi, a ze schodów ogłaszano wyroki sądowe. Natomiast w podziemiach były magazyny i więzienie. W ratuszu wystawiano też sztuki teatralne, odprawiano modlitwy i udzielano ślubów. Z wieży wypatrywano pożarów.
W 1897 r. w ratuszu zaczęto składować skamieliny, co można uznać za początki muzeum, a na przestrzeni następnego stulecia owo muzeum rozrosło się do pięciu oddziałów.
Jak można wyczytać na tablicy: „The start of the museum is behind you. And the Town Hall in Kaunas is the start of everything.”. Troszkę patetycznie, ale może jest to po prostu dowód na zaangażowanie ludzi tworzących tą instytucję.
W każdym razie, byliśmy pod naprawdę mega wrażeniem jeśli chodzi o to muzeum. Wystawy są piękne, zróżnicowane, bardzo przemyślane, angażujące. W części traktującej o Średniowieczu można nawet poczuć zapach ulic z tej epoki. Informacje podane są w przystępny sposób i chce się czytać i poznawać historię.
Spodobało mi się miedzy innymi wyjaśnienie dlaczego religia była tak ważna dla ludzi w Średniowieczu. Otóż jak czytamy, w tamtych czasach życie było ciężkie, bolesne, a otoczenie mało estetyczne. Natomiast Biblia niosła na to wytłumaczenie: cierpienie ma znaczenie i jest częścią tylko tego świata, podczas gdy szczęście jest zarezerwowane dla życia po śmierci. Religia dawała komfort i prowadziła do raju.
Kościoły były potężne, przypominały trochę zamki, które chroniły przed złem, bólem i ciemnością. Ludzie mogli czuć się bezpiecznie w ich wnętrzach. Jak czytamy, życie w Średniowieczu bez religii było niewyobrażalne.
W jednym z pomieszczeń obejrzeliśmy dającą dużo do myślenia wystawę na temat dzisiejszych mieszkańców Kowna. Znajdują się tam zdjęcia ludzi, a obok wyświetlają się wyniki przeprowadzonych ankiet.
Dla przykładu, prawie 70% rezydentów Kowna uważa, że życie kobiety może być spełnione tylko jeśli ma dzieci. Jednocześnie blisko połowa uważa, że rodzice nie powinni poświęcać swojego własnego dobrobytu dla dzieci.
Ci ciekawe, aż 84% mieszkańców Kowna jest usatysfakcjonowanych albo nawet bardzo usatysfakcjonowanych swoim życiem.
73.2% wierzy, że ludzie są bardziej skłonni do samolubstwa niż altruizmu.
Jeśli chodzi o randomowe ciekawostki, to dowiedzieliśmy się, że w połowie XX w. ludzie musieli nagle, bez przygotowania, zmierzyć się z wieloma nowymi niebezpieczeństwami i pudełka zapałek były jedną z form, która miała edukować. Chodzi o takie zagrożenia jak ryzyko związane z używaniem niebezpiecznych narzędzi, np. piły. Albo ryzyko wysadzenia domu butlą gazową. Zapałki uczyły też jak nie popaść w alkoholizm, albo wystrzec się zatrucia chemiczną substancją lub porażenia prądem.
Co więcej, ilustracje na zapałkach były tworzone przez artystów. Jak dla mnie, jest to bardzo interesujący fakt.
W ratuszu można zobaczyć również reprezentacyjną salę, a także wyjść na mały balkonik, który się w niej znajduje.
Kaunas City Museum to naprawdę świetne muzeum i obowiązkowy punkt programu podczas zwiedzania miasta.







„Katinas”.
Po przerwie na kawusię natrafiliśmy na pewne osobliwe podwórze.
Jak czytamy w opisie, okoliczni mieszkańcy zauważyli na starej ścianie kształt kota i postanowili zamienić go w dzieło sztuki. Przy pomocy artystki Kristiny Čivilytė nadali mu sylwetkę, a następnie uzupełnili wszelkimi talizmanami w postaci lusterek, naszyjników, talerzyków.

Aleksotas Funicular.
W dalszej kolejności udaliśmy się doświadczyć jednej z kolejek, którymi można się przejechać w Kownie. Padło na Aleksotas Funicular.
Niestety, jako że płatność jest tylko w gotówce, a my takowej nie posiadaliśmy w większej ilości, ostatecznie kolejką pojechałam tylko ja.
Wycieczka była wyjątkowo krótka i raczej mało ekscytująca, ale warto zwrócić uwagę, że wagonik i jego wyposażenie, w tym drewniane ławki, są autentyczne, z okresu przed wojną.
Kolejka pokonuje dystans 132.9 m pod kątem 18°. Wagoniki są wyposażone w specjalne, automatyczne hamulce, które są w stanie zapobiec stoczeniu się kolejki w przypadku awarii kabli.
Jest to jedna z najstarszych kolejek tego typu w Europie i jedyna taka w krajach bałtyckich.
Na górze natomiast znajduje się całkiem fajny taras oferujący widok na miasto.
W dół schodziliśmy już na nogach, po znajdujących się wzdłuż kolejki schodach.
Aleksotas Fenicular powstała jako druga kolejka w mieście, w 1935 r. Jej budowa miała pomóc w rozwoju dzielnicy Aleksotas, gdzie z powodu braku odpowiedniego transportu znajdowało się dość mało domów mieszkalnych.



Vytautas the Great Church (Church of the Assumption of the Blessed Virgin Mary).
Po tym jak ponownie przeszliśmy przez most łączący Aleksotas z resztą Kowna, udaliśmy się do pobliskiego kościoła – Vytautas the Great Church.
Jest to najstarszy kościół w Kownie, wybudowany ok. 1400 r.
Według historyków, Vytautas po bitwie z Tatarami, w wyniku której nieomal utonął, obiecał Maryji kościół nad brzegiem rzeki. I to jest właśnie ten kościół. Vytautas obietnicy dotrzymał.



Cathedral Basilica of the Apostoles St. Peter and St. Paul.
W dalszej kolejności zaszliśmy do archikatedry. Jest to jedyny kościół gotycki na Litwie o układzie bazylikowym. Jego fundatorem prawdopodobnie był Vytautas.
Wnętrze jest dość majestatyczne, zwłaszcza ołtarz z wielkimi figurami.




Pažaislis Monastery.
Następny dzień zaczęliśmy od wycieczki do Pažaislis Monastery. Jest to kolejny obowiązkowy punkt programu podczas wizyty w Kownie. Miejsce absolutnie wyjątkowe i z niezwykle ciekawą historią.
Zachwyca nie tylko sama bryła budynku i otoczenie, które od razu przenoszą nas do innej epoki. Ja osobiście nie mogłam się napatrzeć na wnętrza, w tym przepiękne sufity, stare posadzki i wystrój kościoła. Sporo malowideł i elementów dekoracyjnych jest mocno podniszczonych, ale tylko dodaje to charakteru temu miejscu. Podobnie jak i krypta, która wygląda dość przerażająco. Nie można jednak nie zwrócić uwagi na stare napisy na grobach, które są zapewne oryginalne i bardzo wiekowe (nie było tam żadnej informacji na ich temat).
Naprawdę niesamowicie klimatyczne miejsce. Trochę skojarzyło mi się z Czerwonym Klasztorem na Słowacji. Podobny vibe.












Historia Pažaislis Monastery.
Początki Pažaislis Monastery sięgają połowy XVII w. Wtedy to Kristupas Zigmantas Pacas, kanclerz wielki litewski, postanowił założyć klasztor w nadziei, że modlitwy mnichów pomogą przynieść pokój jego ojczyźnie w dobie niekończących się wojen.
Wybór padł na klasztor kamedułów, a plan został zatwierdzony przez papieża Aleksandra VII w 1661 r. i sejm Wielkiego Księstwa Litewskiego w 1662 r.
Wkrótce teren pod klasztor został oceniony i zatwierdzony przez kamedułów z klasztoru w Bielanach pod Krakowem. Spełniał on warunki życia pustelniczego, a także był odpowiednio oddalony od miasta. Co więcej, miała w nim zamieszkiwać mała liczba mnichów.
Następnie, w 1664 r. Pacas nabył teren dworu Pažaislis wraz z okolicznymi jeziorami, lasami, rzekami i ofiarował go ojcom kamedułom.
Kamień węgielny pod klasztor został położony i konsekrowany 20 października 1667 r.
Początkowo budowę nadzorował włoski inżynier Giovanni Battista Frediani. Wtedy to wzniesiono m.in. prezbiterium, chór i zakrystię. Następnie budowę przejęli, również pochodzący z Włoch, bracia architekci Pietro i Carlo Puttini. Stworzyli wspaniałą kopułę nad główną nawą oraz wklęsłą fasadę z dwiema wieżami, unikatową na skalę Europy.
Koniec budowy w 1674 r. został upamiętniony inskrypcją umieszczoną w murze nad głównym wejściem do kościoła.
Wraz z kościołem rzemieślnicy postawili zabudowania klasztorne, dom gościnny, kwatery dla służby oraz mury. Większość budynków wzniesiono przed śmiercią fundatora. Natomiast po jego śmierci budowę przejęli kameduli.
Pažaislis był hojnie obdarowywany przez szlachtę, w zamian za możliwość przechowywania dokumentów, pamiątek rodzinnych i pochówek w kościele.
Jeśli chodzi o dalszą historię klasztoru, to była oczywiście bardzo burzliwa. Wszelkie wojny i konflikty nie ominęły kamedułów, którzy ostatecznie zostali wypędzeni. Klasztor zamknięto w 1831 r.
W późniejszych latach do klasztoru trafiły siostry zakonne, które prowadziły szkołę podstawową i warsztaty, np. z introligatorstwa, czy też szycia.
Przez pewien czas na terenie klasztoru funkcjonował również szpital psychiatryczny.
W 1992 r. Pažaislis wrócił jednak do sióstr, które są tam do tej pory.
Kameduli i zasady panujące w klasztorze.
Eremici z zakonu kamedulskiego w Pažaislis mieli status ojca lub nowicjusza. Mieszkali w 13 małych, jednoosobowych domach z oddzielnymi pomieszczeniami do modlitwy, pracy i odpoczynku oraz częścią magazynowo – sanitarną.
Części te odpowiadały czterem poziomom świata: pokój do odpoczynku – raj, pokój do modlitwy – czyściec, pokój do pracy – ziemia, a sanitariat – piekło.
Jeśli chodzi o wyposażenie, to mnisi mogli posiadać dwa krzesła, dwa stoły, łóżko, słomiany materac, dwie poduszki, koc, prześcieradło, krucyfiks i książki.
Jeden z domów był przeznaczony dla kameduła, który zdecydował się na szczególne odosobnienie. Taki mnich musiał złożyć ślub milczenia i był zwalniany z wszelkich obowiązków klasztornych, a nawet z uczestnictwa w uroczystościach na okres roku lub dwóch.
Pozostali kameduli mogli rozmawiać miedzy sobą na tematy duchowe trzy razy w tygodniu, a zimą dwa razy w tygodniu.
Co ciekawe, podobno wśród okolicznych mieszkańców krążyły historie wyolbrzymiające nieco zasady panujące w klasztorze. Mówiono, że kameduli, którzy zdecydowali się na wieczne śluby milczenia mogli powtarzać tylko jedną frazę: „memento mori” i spali w trumnach, aby przyzwyczaić się do śmierci.
Jeśli chodzi o ciekawostki na temat klasztoru, to kiedyś nie miały tam wstępu kobiety. Nie zwróciłam na to uwagi, ale podobno nad bramą znajduje się łaciński napis mówiący, że każda kobieta, która wejdzie do pustelni, powinna być ekskomunikowana.
Zgodnie z regułami kamedułów, w kościele w Pažaislis nie było organów, tak aby zapewnić ciszę w klasztorze. Natomiast chór za prezbiterium śpiewał i modlił się bardzo cicho. W kościele nie było też ambony ani konfesjonałów, gdyż mnisi byli zwolnieni z wygłaszania kazań i mieli zakaz wysłuchiwania spowiedzi.
Pewne zmiany zaszły w drugiej połowie XVIII w., kiedy to kameduli uzyskali prawo do spowiadania i udzielania odpustów. Natomiast od 1779 r. darczyńcy klasztoru mogli odwiedzać kościół podczas ważniejszych świąt religijnych. W 1785 r. na uczęszczanie w mszach zezwolono również kobietom, a z czasem uzyskały też prawo do otrzymywania odpustu, aczkolwiek spowiadano je tylko w pobliskim kościele, a nie w samym klasztorze.
Historical Presidential Palace of the Republic of Lithuania in Kaunas.
W Kownie znajduje się również pałac prezydencki, gdyż jak się dowiedzieliśmy, miasto swego czasu było tymczasową stolicą Litwy. Było to w latach 1919 – 1939.
W pałacu mieszkali wszyscy trzej ówcześni prezydenci: Antanas Smetona, Aleksandras Stulginskis i Kazys Grinius.
Tablice informacyjne zawierają dużo zdjęć, a fakty przekazane są w ciekawy sposób. O prezydentach można się całkiem sporo dowiedzieć, gdyż jest dużo prywatnych zdjęć, historii rodzinnych, można nawet zobaczyć jak wyglądał pies jednego z prezydentów.
W Kownie naprawdę zachwyciły mnie muzea i sposób w jaki przekazywane są informacje. Ci ludzie naprawdę wiedzą jak zainteresować historią!


Laisvės Alėja.
Zawitaliśmy również na Laisvės Alėja, czyli deptak o długości prawie 1.7 km, co czyni go jednym z najdłuższych w Europie.
Trzeba przyznać, że aleja prezentuje się zacnie, zwłaszcza w zimowej odsłonie.

The Sixth Fort of the Kaunas Fortress.
The Sixth Fort w Kownie to kolejny punkt na mapie miasta, w którym opadły nam kopary, gdy dowiedzieliśmy się, jak szczególne jest to miejsce. To naprawdę niesamowite, że tak mało popularne miasto (umówmy się: co przeciętny człowiek, który nigdy nie był w Kownie, wie na temat tego miasta?) ma aż tak ciekawą historię i było świadkiem tak wielu wydarzeń!
Otóż okazuje się, że w XIX w., gdy Litwa była pod okupacją Rosji carskiej, car Aleksander II postanowił uczynić z Kowna potężną i nowoczesną twierdzę. Obawiał się Niemców i w ten sposób chciał zabezpieczyć zachodnia granicę. Kowno miało być jedną z czterech (obok Warszawy, Brześci i Modlina) twierdz wojskowych najwyższej klasy.
Forty I – VII zostały zbudowane w latach 1881 – 1889, fort VIII w latach 1890 – 1907, a fort IX i zaczątki fortów X i XI w latach 1910 – 1913.
Fort VI jest jednym z najlepiej zachowanych fortów z pierwszej linii frontu. Jest tak zapewne dlatego, że nigdy nie doszło na jego terenie do żadnych walk. W 1919 r. fort był centralnym punktem obrony przed Armią Czerwoną, aczkolwiek bolszewicy zostali pokonani zanim dotarli do miasta.
Obecnie w forcie znajduje się Vytautas the Great War Museum i można je zwiedzać z przewodnikiem. Nam trafił się fajny, ewidentnie mocno zainteresowany historią. Oprowadził nas po całym terenie, pokazał wiele ciekawych pojazdów, do niektórych mogliśmy nawet wejść.
Są tam działa przeciwlotnicze, czołgi, samoloty, ciężarówki wojskowe i cała sekcja poświęcona pojazdom logistycznym, które mieszczą szpital, kuchnię, czy też piekarnię. Ta piekarnia znajduje się w pojeździe przekazanym przez Polskę w 1999 r. Został on przekształcony i mieści maszynę do wyrabiania ciasta i ogromny piekarnik. Podobno można było w nim wyprodukować nawet do trzech ton chleba dziennie!
Co ciekawe, w Polsce pojazd ten był używany w 1979 r. jako podstawa pod popemobile dla Jana Pawła II.
Widzieliśmy też czołg zniszczony na początku wojny w Ukrainie. Ukraińcy przekazali go nam, Polakom, a my oddaliśmy go do fortu. Jest to jedyny taki obiekt w muzeum.
Do środka wrzucono granat i tak został zniszczony. Widać jak bardzo pozwijała się stal, a koła stopiły, gdyż były zrobione z tańszych zamienników.
W muzeum można też zobaczyć motor, który był używany w Afganistanie i mundur oddany przez jednego z żołnierzy.
Fort VI z całą pewnością wart jest odwiedzin. Gdybyśmy jeszcze kiedyś zawitali do Kowna, to na pewno chcielibyśmy zobaczyć również pozostałe forty.








Street Art.
W Kownie jest też całkiem sporo sztuki ulicznej. Dość często trafialiśmy na różne murale, z czego niektóre są naprawdę interesujące. Były też pomniejsze graffiti i dzieła takie jak wyżej wspomniany kot.

Jedzonko – Bernelių Užeiga.
Będąc w Kownie stołowaliśmy się właściwie w jednym miejscu. Nawet ostatniego dnia, kiedy to zmieniliśmy lokal, była to po prostu inna lokalizacja tej samej restauracji.
Dlatego możemy szczerze polecić restaurację Bernelių Užeiga.
Wnętrza są urządzone na stary styl i serwują tam tradycyjne litewskie potrawy, z czego te z oznaczeniem Lithuanian Heritage są zaznaczone w menu.
Spróbowaliśmy tam wielu pysznych dań i byliśmy bardzo zadowoleni z jakości.


Podsumowanie.
Tak jak wspomniałam powyżej, byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni Kownem. O ile miasto nie jest najpiękniejsze, to ma swój urok, a dawka historii, na jaką można tam liczyć, jest naprawdę imponująca!
No i pojedliśmy. Jak się okazuje, litewska kuchnia naprawdę nam podeszła, a w Kownie jakość posiłków była na naprawdę wysokim poziomie.
Podsumowując, cieszę się, że Kowno znalazło się w naszym planie podróży.








