
Miniony rok 2025 był wspaniały i chciałabym, aby wszystkie kolejne były podobne.
Był to mój ostatni rok przed 40-tką (gdyż urodziny mam w grudniu) i mam poczucie, że bardzo dobrze go wykorzystałam. Mam na myśli zarówno życie prywatne jak i podróże, ale w podsumowaniu jak zwykle skupię się tylko i wyłącznie na tym drugim aspekcie.
Nie mogę jednak nie wspomnieć, że bardzo doceniam to, co mam, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co dzieje się na świecie. Żyjemy sobie tutaj w naszej europejskiej bańce, która chwilowo jest jeszcze bezpieczna, ale czy zawsze tak będzie, to nie możemy mieć pewności. XXI w., a ludzkość pomimo swojego zaawansowania i tysiącleci historii, które powinny nas tak wiele nauczyć, wciąż popełnia te same błędy i dąży do samozniszczenia.
Tak że czytając regularnie newsy nie można mieć dobrego humoru, ale z pewnością można docenić swoje życie, co też czynię. Niemal każdego dnia zastanawiam się, dlaczego mam aż tak dużo szczęścia, podczas gdy tak wielu ludzi nie ma go wcale.
Zastanawiam się też, czy nie lepiej byłoby przeprowadzić się do buszu, gdzieś na daleką północ Kanady albo za koło podbiegunowe i odciąć się od tego wszystkiego. Takie rozwiązanie jest jednak nierealne, przynajmniej do momentu kiedy Zoja skończy 18 – 20 lat.
Wracając zatem do podróży, to rok 2025 był dla mnie wyjątkowo obfity. Zdecydowanie najlepszy odkąd wróciliśmy z Azji.
Już przed początkiem roku miałam zaplanowanych sporo wyjazdów, a później zaczęły dochodzić kolejne. W pewnym momencie miałam tak dużo dodatkowych propozycji, że rozważałam wzięcie bezpłatnego urlopu, aby wszystko jakoś ogarnąć. Ostatecznie nie wszystkie wypady doszły do skutku, a jeden wyjazd postanowiłam odłożyć na razie w czasie, ale i tak wykorzystałam 29 z 30 przysługujących mi dni urlopowych i w sumie spędziłam w podróży 61 dni. Do tego należy jeszcze doliczyć 12 dni spędzonych w polskich górach. Bardzo ładny wynik, którym jestem trochę zaskoczona, ale oczywiście mocno usatysfakcjonowana.
Pierwszy kwartał roku był spokojny i w pierwszą podróż udaliśmy się z Kasprem dopiero pod koniec marca. Pojechaliśmy na Litwę, gdzie odwiedziliśmy Wilno i Kowno, a także Troki. Zachwyciliśmy się litewskimi muzeami i kuchnią, a także spędziliśmy cudowny czas na obchodach Dnia Niepodległości Republiki Zarzecza.
Na przedłużony weekend majowy wybraliśmy się w trójkę do Puszczy Białowieskiej. Zatrzymaliśmy się w Białowieży i cudownie spędziliśmy czas. Jest to wspaniała destynacja na podróż z małym dzieckiem.
Niedługo później spędziłam kilka dni w Dubaju, u mojej koleżanki i jej męża. Poza Dubajem odwiedziłam Abu Dhabi, a także spędziłam cudowny czas na pustyni.
Następnie, w czerwcu, spędziliśmy rodzinne wakacje w Krynicy Morskiej i Malborku. Udało nam się odwiedzić również Stegnę i Frombork. Był to nasz czwarty wspólny wyjazd nad Bałtyk.
Pod koniec miesiąca poleciałam jeszcze do Londynu świętować 40-tkę jednej z moich przyjaciółek. Był to krótki, ale bardzo intensywny wyjazd. Emocji i ekscytacji nie brakowało.
W lipcu po raz kolejny załapałam się na coroczny górski wyjazd organizowany przez moją poprzednią korpo i wylądowałam w Niżnych Tatrach na Słowacji. Podczas tego wyjazdu też nie brakowało emocji, ale zdecydowanie innych niż w Londynie.
Pod koniec lipca pojechaliśmy z sąsiadami do Lublina, na Carnaval Sztukmistrzów. Był to wyjazd 3 + 3 + 1 pies. Świetne wydarzenie, a mój zachwyt tym miastem jeszcze spotęgował. Lublin to zdecydowanie moje ulubione miasto w Polsce!
W sierpniu przeszliśmy z Kasprem nasze kolejne camino (drugie razem, moje czwarte) – Camino Primitivo. Pokonaliśmy na nogach 320 km i szczęśliwie dotarliśmy do Santiago de Compostela. Przed powrotem do Polski mieliśmy jeszcze możliwość spędzić dzień w Madrycie i pozwiedzać trochę to nowe dla nas miasto.
Podczas ostatniego wyjazdu w 2025 r. odwiedziłam dwa znane mi już wcześniej miasta: Barcelonę i Rzym. W Barcelonie byłam z koleżankami z pracy, a później poleciałam do Rzymu, gdzie spotkałam się z Kasprem. Bardzo zależało mi na odwiedzeniu Rzymu w 2025 r. ze względu na otwarcie świętych drzwi bazylik, co ma miejsce tylko raz na 25 lat. Pobyt w obu miastach był bardzo udany.
Oprócz tego dość regularnie jeździłam w polskie góry. Z Kasprem byłam na dwóch wycieczkach jednodniowych i na dwóch wyjazdach weekendowych. Natomiast z moją górską grupą byłam na 3 wyjazdach weekendowych (nie licząc wspomnianych wyżej Tatr).
Zauważyłam, że w 2025 r. jakoś tak ciągnęło nas na wschód. Litwa, Puszcza Białowieska, Lublin, Krynica Morska, czyli wschodnia część naszej części Bałtyku, no i ZEA, czyli Bliski Wschód. Popularnym trendem były też duże miasta, w tym sporo stolic: Wilno, Londyn, Madryt, Rzym, Barcelona, Dubaj.
Litwa i ZEA były dla mnie nowymi krajami, natomiast w Hiszpanii byłam w 2025 r. po raz dziewiąty i dziesiąty. W sumie odwiedziłam 6 krajów: Litwa, ZEA, UK, Słowacja, Hiszpania, Włochy plus wiele pięknych miejsc w Polsce.
Lotów odbyłam 9, co też jest sporym przeskokiem w porównaniu do poprzednich lat. Jednak jako że nie lubię latać, to na zwiększaniu tej liczby akurat w ogóle mi nie zależy.
Oby rok 2026 był równie szczęśliwy, piękny i obfity w podróże.
A co do wyjątkowych miejsc, które odwiedziłam w 2025 r., to ponownie wybrałam ich 12, aby tradycji stało się za dość.
Łysica, Góry Świętokrzyskie, Polska.
Nie sądziłam, że najniższy szczyt Korony Gór Polski może mnie zachwycić, ale tak właśnie się stało. Łysica to magiczna góra i na pewno będę kiedyś chciała wrócić w to miejsce i poeksplorować Góry Świętokrzyskie bardziej dogłębnie.
Byłam tam w styczniu i szczyt zasypany śniegiem, z drzewami, gdzie każda igiełka miała swoją warstwę białego puchu, tworzył niezapomniany widok.

Wilno, Litwa.
Po Wilnie też nie spodziewałam się aż tak wiele, ale miasto okazało się interesujące, klimatyczne, przyjazne turystom i pełne wspaniałych zabytków.
Zachwyciłam się muzeami, kościołami, punktami widokowymi, a nawet hotelowymi śniadaniami. Natomiast atmosfera panująca w Republice Zarzecza, to już w ogóle next level zajebistości!



Puszcza Białowieska, Polska.
Wobec Puszczy Białowieskiej miałam spore oczekiwania, jednak wciąż za małe, jak się okazuje.
To najbardziej niesamowite miejsce w Polsce, w jakim kiedykolwiek byłam. Te lasy, a zwłaszcza ścisły rezerwat, są po prostu magiczne. Przebywając tam, można poczuć więź z przyrodą i całkowicie się w niej zatracić. Cudowne, niebywałe, piękne miejsce!



Dubaj, ZEA.
Dubaj wywołał we mnie sporo różnych emocji i jeszcze więcej przemyśleń.
Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to dość szczególne miejsce i cieszę się, że mogłam je odwiedzić i zobaczyć budowle, które wzbudzały moje zainteresowanie już od dawna. Mam tu na myśli przede wszystkim The Palm Jumeirah.
Poza tym, bardzo miło spędziłam tam czas z moją koleżanką Pauliną i przywiozłam ze sobą masę wspaniałych wspomnień.


Abu Dhabi, ZEA.
Nie mogę powiedzieć żebym faktycznie poznała Abu Dhabi, gdyż jeśli chodzi o samo miasto, to oglądałam je jedynie przez szybę samochodu.
Jednak podczas mojego krótkiego pobytu w stolicy ZEA, odwiedziłam przepiękny meczet, który był też moim pierwszym meczetem od lat. Oprócz tego byłam w jednym z najnowszych obiektów teamLab i ponownie zachwyciłam się tą ideą i spędziłam tam cudowny czas.


Londyn, UK.
W 2025 r. po raz pierwszy odwiedziłam Londyn, co wydaje mi się dość abstrakcyjne, ale jakoś nigdy wcześniej nie nadarzyła się sposobność. Sama natomiast jakoś nie miałam zbyt dużego ciśnienia, żeby taką sposobność sobie stworzyć.
Okazuje się, że Londyn to naprawdę fajne miasto i wyczułam tam mega pozytywny vibe. Pomijając Magic Mike Live, który jest najlepszą rzeczą na świecie, miasto jest interesujące, ma fajne muzea i zabytki, metro jak z jakiegoś alternatywnego świata i zapałałam ogromną chęcią spędzenia tam dłuższego czasu w przyszłości.


Tatry Niżne, Słowacja.
Wycieczka w Tatry Niżne pozostanie w moich wspomnieniach na zawsze, głównie za sprawą niedźwiedzi, których obecność czułam przez większość pierwszego dnia.
Na szczęście późniejsze widoki przed szczytem Krúpove Sedlo, a także niezwykle widokowa trasa na Chopok z następnego dnia, wynagrodziły cały ten stres.
Tatry Niżne to przepiękne góry!



Lublin, Polska.
Jak już wspomniałam, Lublin to moje ulubione miasto w Polsce. Jest niebywałe!
Carnaval Sztukmistrzów utwierdził mnie w tym przekonaniu, aczkolwiek podczas naszego krótkiego, lipcowego wypadu nie zabrakło też włóczenia się po mieście i poznawania nowych miejsc.
Lublin zachwyca na każdym kroku i jestem przekonana, że będę tam wracać wielokrotnie.


Camino Primitivo, Hiszpania.
Camino ma w moim sercu specjalne miejsce i myślę, że nigdy się to nie zmieni. Wszystkie cztery trasy, które do tej pory przeszłam były cudowne i każdą doceniam za coś innego.
O dziwo, jeśli chodzi o Camino Primitivo, tym powodem nie jest ogólna uroda szlaku, co szczerze mówiąc było dla mnie sporym zaskoczeniem. W końcu to trasa górska!
Mimo to, na wyróżnienie zasługuje odcinek pomiędzy Borres a A Fonsagrada, który nam zajął trzy dni, i który obejmuje między innymi Camino de los Hospitales.
Był to zdecydowanie najpiękniejszy odcinek na trasie. Prowadził głównie przez górskie tereny, tonął w klimatycznych mgłach, a gdy się przejaśniało, odsłaniał spektakularne widoki. Coś pięknego! Oczywiście jednocześnie był też najbardziej wymagający i satysfakcjonujący.



Lugo, Hiszpania.
Miasteczka odwiedzane na Camino Primitivo nie były aż tak piękne, jak te, które mijałam na innych trasach, ale na wyróżnienie zasługuje największe miasto na szlaku, czyli Lugo.
Zakochałam się w tym mieście. Jest cudne!
Jest to idealne połączenie miasta, a zarazem prowincji, z całym jej spokojem i relaksacyjną atmosferą.
Odwiedziłam katedrę, pochodziłam po murach, pojadłam pysznego jedzonka (rewelacyjne pulpo z krewetkami!), i przede wszystkim posiedziałam na placu obserwując spokojnie toczące się życie mieszkańców. Atmosfera tego miejsca wyjątkowo przypadła mi do gustu!


Barcelona, Hiszpania.
To była moja czwarta wizyta w Barcelonie i zdecydowanie najlepsza.
O ile zawsze doceniałam urok tego miasta i przede wszystkim jego architekturę, dopiero tym razem się w nim zakochałam.
Pomimo obecności wielu turystów, odnalazłam tam spokój i miałam sporo czasu na kontemplację, zwłaszcza podczas samotnej wycieczki do Tibidabo, które zachwyciło mnie jeszcze bardziej niż w 2009 r.
Odkryłam też zabytek, który nie był mi wcześniej znany, a mianowicie Sant Pau Recinte Modernista. Jest to absolutnie niezwykłe, wręcz wybitne dzieło architektury!


Rzym, Włochy.
Rzym też zasługuje na miejsce na tej liście, pomimo tego, że podobnie jak podczas pierwszej wizyty, w 2013 r., dość mocno mnie zmęczył.
Nie ma to jednak znaczenia, gdyż historia, którą można poczuć w tym mieście wszystkimi zmysłami, wynagradza wszelkie niedogodności.
To naprawdę jest Wieczne Miasto!
Natomiast jeśli chodzi o miejsca, które wywarły na mnie największe wrażenie, to zdecydowanie były to Terme di Caracalla oraz Castel Sant’Angelo.



Bonus: Kościół Parafialny p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Stegnie, Polska.
Na koniec muszę jeszcze wymienić jeden z najciekawszych zabytków, jakie widziałam w minionym roku 2025.
Mowa o Kościele Parafialnym p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Stegnie, a właściwie o jego suficie.
Mianowicie, to co na pierwszy rzut oka wydaje się freskami, jest tak naprawdę największym obrazem w Polsce. Malowidła zostały podwieszone do stropu, co czyni je doprawdy unikatowymi i wygląda zjawiskowo.
Naprawdę warto zajrzeć do tego kościoła podczas wizyty na Mierzei Wiślanej.

Przygody roku.
Jeśli chodzi o ciekawe doświadczenia, to w 2025 r. miałam takie dwa.
Pierwszym z nich była świetna wycieczka na pustynię podczas mojego pobytu w ZEA, na którą składała się szaleńcza jazda po wydmach, czy to w samochodzie, czy to za nim (na desce), a także kilka innych, ciekawych elementów. Niezapomniane przeżycie!
Natomiast drugą przygodą było uczestnictwo w show Magic Mike Live w Londynie. Jeśli chodzi o imprezowe atrakcje, to ten show zdecydowanie zdobywa podium. Rewelacja, naprawdę!
„Wakacyjne rozpiski”.
Okazuje się, że słowo pisane do mnie przemawia. Znacznie lepiej niż słowo luźno przechowywane w głowie.
Dlatego też, zamierzam kontynuować prowadzenie moich „wakacyjnych rozpisek”. Jeśli chodzi o wyjazdy w 2025 r, które zaplanowałam w 2024 r., to Litwa, Białowieża, a także Krynica Morska z Malborkiem zostały zrealizowane całkowicie zgodnie z planem, czyli dokładnie w tym terminie i na taki okres, jak miało być. Co do camino, to wyjazd przesunął się o zaledwie jeden tydzień. Rzym miał objąć długi weekend z 11 listopada i tak też się stało, przy czym do wyjazdu doszła jeszcze Barcelona.
Dubaj został zrealizowany w zupełnie innym terminie niż planowałam i musiałam poświęcić na niego więcej dni urlopowych niż chciałam, ale najważniejsze, że udało się go zorganizować.
Wspomniana już Barcelona, a także Londyn, Tatry Niżne i Lublin to wyjazdy, których nie planowałam wcześniej, ale skoro nadarzyły się takie okazje, to nie mogłam z nich nie skorzystać. Pochłonęły one jednak kilka dodatkowych dni urlopowych, więc musiałam przenieść jeden z mniejszych wyjazdów na inny raz.
Ostatecznie zrezygnowałam też z wyjazdu, który miał obejmować moje urodziny w grudniu. Miałam ku temu kilka powodów, ale kierunek pozostaje w kręgu mojego zainteresowania i po prostu przeniosę go na inny raz. Zamiast tego, zorganizowałam sobie wyjazd na początku stycznia, ale to już temat na inny raz.
Podsumowując, rozpiski pozwoliły mi wszystko sobie pięknie poukładać i zawczasu zaplanować i jestem bardzo zadowolona z tego rozwiązania.
Na rok 2026 też mam już plan. Co prawda już w styczniu musiałam go troszkę zmodyfikować, ale mam nadzieję, że najnowszą wersję uda się wykonać.




